wywiad z prof. Urszulą Bartkiewicz czasami warto przypomnieć... lateralizacja książki z dużą dawką interesującej wiedzy czy można uczyć się muzyki obserwując mistrzów? ćwiczenie ( planowanie, wyobraźnia, pamięć, motywacja, czas) stowarzyszenie


elokwentny nauczyciel

Od czego zależy bycie dobrym nauczycielem, czy jakość komunikacji rzeczywiście ma jakiś wpływ na jakość nauczania?
Chyba trzeba  najpierw odpowiedzieć na pytanie jak mierzona jest jakość  nauczania. Czy chodzi nam o kolejny produkt  nazwany „instrumentalistą z piątką” który i tak nie  znajdzie pracy, bo jego umiejętności jeszcze na to nie pozwalają? Czy raczej o wypuszczanie w świat samodzielnie myślących młodych ludzi i  wspieranie ich  pasji   z przekonaniem, że jako pedagodzy  zrobiliśmy wszystko, żeby pomóc im zostać dobrymi, samodzielnie myślącymi  obywatelami świata.  
Pojawienie się  nowej formy pomocy psychologicznej nazwanej tutoringiem  wskazuje na ogromne zapotrzebowanie  na ludzkie, naturalne reakcje w szkolnictwie.   Sformalizowani,  obarczeni tonami dokumentacji, krytykowani za  kolor długopisu, którym wypisujemy dziennik, przerażeni spotkaniem z wizytatorem, którego wszechświat nie obdarzył  poczuciem humoru, walczący o każdą godzinę do pensji  stajemy się elementami wielkiej samonapędzającej strach  maszyny nieludzkiego systemu. Zachowania takie jak modne ostatnio telefonowanie do rodziców dzieci czy nawet do studentów z propozycją uczenia się czy studiowania w „mojej” klasie, bo tylko w „mojej”klasie  zagwarantujemy to i to ( co właściwie gwarantujemy ?)  świadczą o dużym lęku a nie o jakości nauczania.
Jaki to ma związek z komunikacją?
Formalizm językowy nauczycieli  jest formą – jak każdy formalizm – radzenia sobie , bądź nie, z emocjami. Sama to czami stosuję, kiedy z emocjonalnego muzyka muszę się zamienić w profesjonalnego psychologa. Robię to żeby i uchronić siebie ale też nie wzbudzać emocji, które nie będą pomocne przy rozwiązywaniu trudnych nierzadko problemów. Wszyscy to robimy czasami.
Z drugiej jednak strony ,  ta cześć moich bieżących badań nad ćwiczeniem i uczeniem się wykonawstwa muzycznego dotycząca komunikacji,  pokazuje niezwykłą rzecz. Mianowicie:
Ludzie dobrze grający, wychodzący poza przeciętny poziom, są bardziej elokwentni ale w nie tak potocznie przyjęty sposób. Mówią oczywiście płynnie ale ich elokwencja  polega na  wielozmysłowym języku,  pełnym metafor,  porównań i figur poetyckich,. Używają takiego języka swobodnie, naturalnie. Język formalny jest dla nich trudny i dziwnie obcy,  choć go oczywiście rozumieją i czasami  z konieczności stosują  Cechuje ich też duże poczucie humoru  i duża dawka autoironii.  Czy tacy ludzie  są łatwiej rozumiani przez młodzież i dzieci? Czy może młodzi  wolą słuchać formalistów ? Na to pytanie można sobie odpowiedzieć samemu. To bardzo prosta odpowiedź.
Bycie dobrym pedagogiem i muzykiem to nie tylko  nauka technicznej sprawności czy nauczenie koncertu Wieniawskiego 12-latka. To również  naturalna sympatia do ludzi i niewiarygodna emocjonalna inteligencja. Tacy muzycy i pedagodzy może nie zrobią  z każdego ucznia „absolwenta z piątką” ale na pewno nie skrzywdzą żadnego młodego człowieka. To grupa ludzi, która spełnia się na sali koncertowej, grupa, która wie, że byciem muzykiem to bardzo trudna i wymagająca wielu wyzwań praca  i a bycie pedagogiem  i muzykiem wymaga jeszcze umiejętności znalezienia równowagi i miejsca w sobie dla tych dwóch trudnych zawodów. 

 


Numer: 713

Autor: ewa biały

Data: 20.07.2013